Dredy - Oznacza strach, niepokój, grozę, dlatego iż pierwsi Rasta żyli w pewnej odległości od społeczeństwa, byli uważani za wyrzutków i ludzie po prostu bali się ich. Inne znaczenie to strach, lęk wobec Boga. Rasta nosi dreadloki, aby wywoływać strach swym wyglądem u ludzi Babilonu, jeśli ma związane, schowane pod beretem to ma pokojowe zamiary. Symbolizuje grzywę lwa znajdującego się na herbie Etiopii, fryzurę pierwszych ludzi na Ziemi, lub Afrykę.

żródło:  www.reggae.zw.pl/dreads.htm

Dredy - (dreadloki, baty, kable, z ang. dreadlocks) to rodzaj fryzury powstałej ze sfilcowanych pęków włosów na głowie. Dredy są typowe dla osób identyfikujących się z filozofią ruchu Rastafari, ale chętnie noszone są także przez wiele innych grup i subkultur oraz w wyniku mody.

Tworzenie: Dredy tworzy się zwykle tapirując grzebieniem i skręcając rękoma czyste, suche włosy. Dredy nie są od razu zbite, potrzebują czasu aby "dojrzeć", wtedy stają się jednolite i nie można odróżnić w nich pojedynczych włosów. Istnieją też inne metody wykonania, takie jak filcowanie ostrą wełną warkoczyków albo prostych włosów (bardzo długi proces ale efekt dobry), lub szydełkowanie (włosy wciąga się do środka natapirowanego pasma za pomocą szydełka grubości 0,5 do 0,85). W zakładach fryzjerskich można także spotkać tzw. "syntetyczne dredy" (sztuczne) które jednak znacznie ustępują jakością naturalnym. Nie są też uznawane przez Rastafarian. Zarówno syntetyczne i naturalne dredy wymagają dużej higieny i długotrwałej pielęgnacji. Higieniczne jest też robienie dredów z warkoczyków.

źródło: pl.wikipedia.org

Pierwsze dready pojawiły się na głowach Rastamanów z Jamajki prawdopodobnie w roku 1945, kiedy to w jednej z gazet pojawiło się zdjęcie członków plemienia Masajów z Afryki, którzy mieli poskręcane i zmatowione włosy. Pierwsi Rasta szybko utożsamili się z wojownikami afrykańskimi walczącymi o wolność i.... też zapuścili dready. Wpływ na Jamajczyków mieli też Hinduscy emigranci z Indii, którzy przybywali jako tania siła robocza do pracy na Jamajce. Byli to ludzie oddani Bogu - noszący długie dready na głowie i brodzie. Dready jednak noszono już tysiące lat temu, o czym świadczą szczątki zmumifikowanych ciał ze starożytnej Afryki. Rasta głęboko wierzą, iż dready są wyrazem oddania Bogu i przytaczają wiele cytatów z Biblii świadczących o tym iż to JAH chce aby jego ludzie odróżniali się od reszty. W początkach istnienia ruchu Rasta, pierwsi jej wyznawcy żyli w odosobnieniu. Toteż wśród obcych uchodzili za niebezpiecznych, budzących strach. Stąd wzięło się jedno z wielu określeń dreadów - dread - straszny.

Kołtun (łac. Plica polonica – kołtun polski, Plica neuropathica, ang. Polish plait), zwany także gwoźdźcem, goźdźcem lub pliką – sklejony łojem i wydzieliną wysiękową (np. z powodu wszawicy) pęk włosów na głowie, powstały na skutek braku higieny lub niekorzystania ze szczotki bądź grzebienia. Powstawaniu kołtuna sprzyjało także powszechne wśród chłopstwa noszenie czapki. Stare przesądy medyczne zabraniały obcinania kołtunów z obawy przed negatywnym wpływem na zdrowie (zaburzenia psychiczne, ślepota). Noszenie kołtuna miało chronić przed chorobami i diabłem. Najdłuższy zachowany kołtun znajduje się w Muzeum Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, pochodzi z XIX w. i mierzy po rozwinięciu 1,5 m długości.

Niekiedy kołtun był zapuszczany celowo poprzez intensywne pocieranie włosów i niszczenie przez to ich struktury, co powoduje ich spilśnienie – w tym wypadku nie ma to związku z zaniedbaniami higienicznymi. Dawny kołtun tego rodzaju można porównać do dredów. Takie właśnie celowo hodowane kołtuny noszono na Pińszczyźnie i Mazowszu jeszcze na początku XIX w.

źródło: pl.wikipedia.org

Skąd wzięły się przesądy o braku higieny dredów? Dlaczego kojarzą się z brudem i zaniedbaniem?Polecam artykuł:

Plica polonica czyli kołtun na głowie 

Jak to drzewiej w Polszcze bywało

    Na progu lata upajamy się widokiem bujnej roślinności i możliwością spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu. Jednak lato ma też swoje mankamenty. Podczas upalnych dni dają o sobie znać niezbyt przyjemne doznania, wynikające z nieprzesadnej troski naszych rodaków o higienę. Przypadłość ta nie jest jednak niczym nowym i ma u nas wielowiekową tradycję. Na niski poziom nawyków higienicznych oraz  różnego rodzaju zabobony związane z dbałością zdrowie, występujące na ziemiach polskich, zwracali uwagę podróżnicy cudzoziemscy. Szczególnie wrażenie na zagranicznych gościach wywierały kołtuny noszone na głowach przez napotykaną ludność. Były to pęki włosów sklejone łojem i wydzieliną wysiękową. Liczne przesądy zabraniały obcinania kołtuna, gdyż jak powszechnie wierzono, groziło to ślepotą, a nawet chorobami psychicznymi. Niski poziom medycyny na ziemiach polskich, nawet w czasach nowożytnych, sprawiał, że prastare zabobony kojarzono z objawami występujących chorób. Zwłaszcza wiek XVII, kiedy w Rzeczypospolitej dały się odczuć skutki wojen przejawiające się nie tylko zniszczeniami, ale także wzrostem ciemnoty i zacofania, sprzyjał szerzeniu się poglądu, że kołtun jest zewnętrznym objawem poważnej choroby. Poprzez kołtuna choroba rzekomo stopniowo miała opuszczać organizm. Stąd, trudno to sobie dziś wyobrazić, niektórzy nawet celowo dążyli do powstania kołtuna. Ówcześni uzdrawiacze zalecali specjalne środki przyspieszające zlepianie się włosów. Szczególnie dotyczyło to osób z chorobami wenerycznymi, reumatycznymi oraz schorzeniami oczu. W związku z tym ludność zabobonnie obawiała się radykalnego rozstania z kołtunem, aby nie nabawić się poważnej choroby.

     Podróżujący po Polsce Nathaniel William Wraxall spisał swe obserwacje z pobytu na ziemiach polskich we „Wspomnieniach z Polski” w 1778 roku. Dużo uwagi poświęcił „chorobie nie tylko samej w sobie wyjątkowej, ale i uznanej powszechnie za specyficzną dla tego kraju”. Z rozmów z Polakami dowiedział się, że „próby zgolenia lub ścięcia części włosów, nawet we wstępnych stadiach choroby, prowadziły albo do ślepoty, albo do jeszcze fatalniejszych skutków”.  Dociekając przyczyn powstania kołtuna, autor jako bardziej racjonalne wytłumaczenie przyjął, „że kołtun powstaje i rozwija się wyłącznie na skutek fatalnego odżywiania i niespotykanego brudu, w jakim żyje ludność Polski”. (…) „Brud, ubóstwo i abnegacja zdają się być jedynymi przyczynami tej przerażającej choroby …”. Przybliżając czytelnikom to zjawisko, opisywał je następująco: „siedliskiem tej choroby są włosy, które plączą się na głowie i stopniowo tworzą zbitą masę, przypominającą rogóżkę. Przez kanaliki włosów przedostaje się na zewnątrz gnijąca materia” .

    O powszechności występowania kołtuna w XVIII wieku pisze również Jędrzej Kitowicz. W „Opisie obyczajów za panowania Augusta III”, charakteryzując stan chłopski pisze: „…kołtonów pełna głowa; które to kołtuny lubo się znajdują w całej Polsce i Litwie dość obfito, biorąc jednak proporcją do innych województw, możno twierdzić, że w Księstwie Mazowieckim, osobliwie między chłopstwem, samo centrum i korzeń powszechny sobie założyły tak dalece, że między trzema głowami chłopskimi dwie musiały być kołtunowate. Ledwo dziecku głowa porosła włosami, zaraz się zwijała w kołtuny rozmaite, drobne,grube, pojedyncze, na kształt czapki, podzielone w sznury gładkie albo też na końcach węzłowate.

     Jednak problem kołtunów nie ograniczał się tylko do przedstawicieli stanu chłopskiego. Również szlachcice padali ofiarą „plica polonica” czyli pospolicie mówiąc kołtuna. Metody pozbycia się tej przypadłości bywały różne. Najczęściej stosowano tzw. ”zamawiania”, a gdy te nie pomagały, uciekano się do pomocy świętych. W naszym regionie z dużej skuteczności w dziedzinie leczenia kołtuna słynął święty Antoni z kościoła w Łagiewnikach (obecnie na terenie Łodzi). Świadczą o tym zachowane protokoły stwierdzające uzdrowienia. Jeden z nich dotyczy nie byle kogo, bo samego wielmożnego Leszczyńskiego, wojewody łęczyckiego. Uzdrowiony stwierdził, że „przez trzy lata niezmierny ból głowy cierpiał, którą mu był straszny opanował kołtun”. Za sprawą św. Antoniego pozbył się kołtuna i bólu głowy „za co na znak wdzięczności dwa lichtarze srebrne stołowe, augszpurską robotą robione ofiarował”. J. Kitowicz kończąc swe rozważania na temat kołtuna, napisał- „czy to pochodziło z natury, czy z niechlujstwa, zostawuję rozwiązanie tego zdania lekarzom”.

     Już w następnym stuleciu lekarze wykazali wiele determinacji w zwalczaniu kołtuna. Czynili to poprzez nauczanie ludu, różnego rodzaju akcje uświadamiające, a w ostateczności poprzez odmawianie „zakołtunionym” wstępu do urzędów, szkół, zakładów dobroczynnych itp. Rozpuszczano nawet wśród ludu pogłoskę o planowanym opodatkowaniu kołtuna.  Stopniowo społeczeństwo się przekonywało, że obcinanie kołtuna nie szkodzi zdrowiu.
O ile z czasem, dzięki zaangażowaniu wybitnych postaci świata lekarskiego, wzrosła świadomość elementarnych zasad higieny i kołtuny na głowach stawały się coraz rzadszym widokiem, to niestety pozostała nam do dzisiaj inna przypadłość zwana kołtuństwem. Ta kryje się bowiem wewnątrz czaszki i na ogół nie poddaje się leczeniu.

Barbara Barasińska

źródło: www.plusbelchatow.home.pl

GÓRA